
Po raz pierwszy w życiu zdarzyło mi się, aby ktoś mnie zaatakował za robienie zdjęć. Gdybym się nie zasłonił reką, to ten facecik zniszczył by sobię swój parasol na mojej głowie. Mało tego! Zaatakował z zaskoczenia, perfidnie i od tyłu. Parasol się złamał, moja ręka nie. Nie oddałem, bo to nie moja kategoria wagowa i wiekowa, ale dało mi to zdarzenie trochę do myślenia, a właściwie to nie dało. Co innego pozostaje? Zalizać rany i zapomnieć, albo nie wychodzić z domu z aparatem :>.
Żeby chociaż zdjęcie było coś więcej warte niż siniak na ręce, a tak nie ma nawet wartości dydaktycznej, ewentualnie ostrzegawczą. Pod warunkiem, że ktoś tego typka pozna i zechce mu zrobić zdjęcie ;)